Uwaga! Psie przedszkole
Jakiś czas temu otrzymałam zaproszenie do psiego przedszkola. Zajęcia prowadzi stowarzyszenie mające na celu uzyskanie jak najlepszych relacji w kontaktach pies–człowiek w każdym zakresie. Począwszy od socjalizacji, poprzez sprzątanie po swoich pupilach aż do problemu psiej bezdomności. Moim zadaniem było zapoznać uczęszczających na zajęcia właścicieli z psami z pozytywnym szkoleniem z użyciem klikera. Postanowiłam udać się tam najpierw, aby sprawdzić, co według prowadzącej szkolenia Pani trener znaczy pozytywne szkolenie psów.
Sam termin „psie przedszkole” kojarzył mi się zawsze ściśle z pojęciem socjalizacji. Dotychczas uważałam, że takowe zajęcia mają głównie na celu poznawanie się wzajemnie przez szczenięta a przy tak zwanej okazji naukę podstaw posłuszeństwa. Moja wiedza na temat powyższego przedszkola ograniczała się do wiadomości, iż przedszkole prowadzone jest nieodpłatnie przez miłośniczkę psów, stosuje się tam wyłącznie metody oparte na pozytywnym wzmocnieniu oraz, iż na zajęcia może zgłosić się każdy, kto posiada psa i ma ochotę w nich uczestniczyć. Tak więc pełna nadziei na pozytywne wrażenia udałam się na zajęcia.
Jakież było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam pierwszego psa, jaki pojawił się na zajęciach a był nim piesek w typie amstafa liczący sobie ok. 1,5 roku. Kłóciło się to całkowicie z moją wizją przedszkola. Przecież przedszkole nie jest dla dorosłych psów! Następnie pojawiły się już młodsze psy: Jamnik w wieku 4 miesięcy, dwa 5-cio miesięczne mieszańce, 7-mio miesięczny Cavalier King Charles spaniel oraz mieszane maleństwo w wieku 2,5 miesiąca.
Chwilę potrwało zanim Pani trener doszła do wniosku, iż należy rozpocząć zajęcia. Właściciele zostali poproszeni o spuszczenie psów ze smyczy. Jedynym psem, jaki miał pozostać na uwięzi był amastaf. Decyzję taką, Pani Trener podjęła na podstawie obserwacji z poprzednich zajęć, z których to wynikało, że pies powarkuje i burczy na pozostałe psy podczas wspólnych zabaw. Takie zachowanie amstafa nie doprowadziło dotychczas do żadnych spięć między psami, natomiast budziło w pani trener obiekcje, co do intencji w jakiej sygnały takie były przez niego wysyłane. Tak więc zabawa i socjalizacja zaczęły się między uczęszczającymi do psiego przedszkola czworonogami na dobre. Dwa mieszańce znały się doskonale, co było widoczne na pierwszy rzut oka. Po spuszczeniu ze smyczy oddały się szalonym gonitwom i zabawom bez zbędnych wstępów. Całej zabawie przyglądały się pozostałe psy. W najgorszej sytuacji był uwięziony na smyczy amstaf, który z wielką ochotą przyłączyłby się do zabawy ale uniemożliwiał mu to właściciel.
Tak więc sytuacja wyglądała w sposób następujący: dwa psy doskonale bawiące się w swoim towarzystwie zataczały koła coraz bliżej amstafa. Sfrustrowany amstaf „wisiał” na smyczy ciągnąc swojego pana (dodam, iż pan ten dawno zapomniał już, co to znaczy być w kwiecie wieku). Właściciel psa z dużą determinacją i w braku świadomości powodował jeszcze większą frustrację u swojego pupila pokrzykując na niego i ciągnąc intensywnie za smycz.
Pozostałe psy zachowywały znaczny dystans od bawiących się mieszańców i ciągnącego na smyczy, ujadającego amstafa.
Cavalierek był uroczą, delikatną suczką. Jego pani w pierwszych swoich słowach zaznaczyła, że jej podopieczna była zawsze płochliwa i miała duże problemy z nawiązywaniem kontaktów z innymi psami. Zdarzało jej się nawet moczyć w momentach, gdy zdaniem właścicielki odczuwała zagrożenie. Na pierwszy rzut oka widać było, że u psa mocno zaniedbano okres socjalizacji zarówno z psami jak i ludźmi. Suka czuła się względnie bezpieczna tylko na rękach swojej pani. Zestawiona na ziemię próbowała jak najszybciej znaleźć się na nich z powrotem lub wcisnąć za nogi właścicielki. O kontaktach z innymi psami nawet nie było mowy. Pies unikał ich jak ognia, próbując schować się za swoją panią lub zachować bezpieczny w jego przekonaniu dystans. Tak więc Mona, bo tak wabiła się Cavalierka, spędziła godzinne zajęcia unikając kontaktów z psami niezależnie od tego, w jakim były wieku oraz jakich były rozmiarów. Jakakolwiek próba nawiązania z nią kontaktów przez obcą osobę kończyła się także unikaniem a także generowaniem szeregu sygnałów uspokajających w postaci oblizywania nosa czy odwracania głowy. Wyraźnie, obce środowisko sprawiało jej duży dyskomfort.
Kolejnym pieskiem wyraźnie unikającym kontaktów i zabaw z innymi psiakami był 2,5 miesięczny mieszaniec. Przeuroczy, bardzo lgnący do ludzi, jednak widocznie zestresowany i gotowy do ucieczki w momencie pojawienia się w pobliżu innego psa. Piesek był bardzo drobnej postury, w związku z powyższym, nawet mały cavalierek był w stosunku do niego wielki. Spuszczony ze smyczy trzymał się swojego pana lub którejś z osób, która pojawiła się w najbliższym otoczeniu. W stosunku do psów, które próbowały podejść bliżej prezentował całą gamę sygnałów uspakajających cały czas utrzymując odpowiedni jego zdaniem dystans. Gdy następował kontakt z innym psem, a działo się tak w chwili, gdy szczenię tyłem opierało się o nogi jakiegoś człowieka i nie miało już możliwości dalszego wycofywania się, szczeniaczek popiskiwał cichutko kładąc się na pleckach a jego ciałkiem wstrząsały potworne dreszcze. Pani instruktor prowokowała takie spotkania twierdząc, iż dzięki temu obawy jakie żywi szczenię względem innych psów ustąpią. Co więcej, po paru chwilach zaproponowała uniemożliwienie pieskowi ucieczki za pomocą chwycenia na smycz. Gdy właściciel zastosował się do rady prowadzącej zajęcia pani, „psie smutki” ujrzały światło dzienne. Piesek usiłował uciec, skomląc, wyjąc i popiskując przejawiając w ten sposób panicznych strach przed jakimkolwiek kontaktem z psami. Tak więc kolejny psiak „zawisł” na smyczy nieświadomie unieszczęśliwiany przez właściciela dla, zdaniem pani trener, tak zwanego „swojego dobra”.
Wszystko to z pewnej odległości obserwował 4-miesięczny jamnik. Siedząc spokojnie. Omijany przez innych uczestników zajęć. Nie wzbudzając swoją osobą zainteresowania ze strony innych psów a także sam nie przejawiając żadnej chęci do zabawy, czy kontaktów z innymi psami. Na całe szczęście, w moim odczuciu, zachowania innych psów skupiły na sobie uwagę pani trener na tyle, że nie starczyło jej już czasu aby zająć się „socjalizacją” i tego psa.
Obserwując tę całą sytuację ogarniało mnie oraz większe przerażenie. Moim zdaniem jeszcze parę zajęć a większość z tych psów zostanie nauczona zachowań, które w przyszłości mogą w sposób negatywny odbić się na kontaktach zarówno z innymi psami jak i ludźmi. Największe moje wątpliwości wzbudziło postępowanie wobec amstafa. Przez godzinę uwieszony na smyczy, ujadający pies – z tego moim zdaniem nic dobrego wyjść nie mogło. Na następne zajęcia pani trener zaleciła właścicielowi psa nabycie w sklepie odpowiedniego kagańca w celu umożliwienia psu bezpiecznej zabawy z innymi psimi towarzyszami.
Przedszkole opuściłam pełna wątpliwości czy jego istnienie nie narobi więcej szkód niż przyniesie pożytku. Szkoda mi było psów oraz ich właścicieli a także samej pani prowadzącej zajęcia, gdyż w moim przekonaniu nie była świadoma jak wielką krzywdę biorąc się za tą działalność im wyrządza.
Wizyta w psim przedszkolu utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że aby nie zniszczyć psychiki psa podczas fachowego, jak by się zdawać mogło szkolenia, trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę i to nie tylko teoretyczną ale głównie praktyczną. A także doskonały zmysł obserwacji.
Katarzyna Sterne-Nałęcz — mgr inż. zootechnik, behawiorysta, trener i instruktor Alteri, absolwentka „Think Dog” COAPE (Wielka Brytania), instruktor szkolenia psów asystujących dla osób niepełnosprawnych ruchowo, twórca i główny szkoleniowiec canac – Centrum Edukacji Kynologicznej, właścicielka psów rasy seter irlandzki oraz labrador retriever.